Organizacja według Holendrów by Ola Kotowska 5


Ola Kotowska – autorka bloga Days and Places, graficzka, joginka i fanka jedzenia, zabierze Was w cudowna podróż po Amsterdamie i opowie o organizacyjnych zwyczajach Holendrów.

 

Holandia to kraj wszechobecnego luzu, a Amsterdam, jego stolica, mimo, że najbardziej wyzwolony i tolerancyjny, jest naprawdę uporządkowanym miastem – jak oni to robią?

Holendrzy to mistrzowie prowadzenia kalendarza

Serio!

Są w tym naprawdę nieźli – w kalendarzach planują nie tylko sprawy zawodowe, ale też te całkiem prywatne. Z wyprzedzeniem umawiają się na towarzyskie spotkania i je też umieszczają w kalendarzu. Kino, zakupy z przyjaciółką, weekendowa kawa – wszystko skrzętnie zanotowane i zaplanowane co do kwadransa. 

Wielu obcokrajowców, szczególnie z krajów takich jak Hiszpania czy Włochy, zarzuca holendrom, że są mało elastyczni i kompletnie niespontaniczni. Jest w tym ziarno prawdy, ale z moich obserwacji wynika, że takie planowanie wszystkich dziedzin życia pozwala na bardzo efektywne funkcjonowanie.

Oczywiście, myślę, że fajnie od czasu do czasu zrobić coś zupełnie spontanicznie i jestem pewna, że jeśli mają ochotę na taki poza-kalendarzowy wyskok, to po prostu go robią. Ale większość czasu to przemyślany i zaplanowany harmonogram. Są bardzo słowni i obowiązkowi, więc raczej nie zdarza im się bez powodu odwoływać spotkań. Skoro tak, to nie widzę nic złego w umawianiu się ze znajomymi z np. tygodniowym wyprzedzeniem. To ma sens, jestem przekonana, że wielu holendrów nigdy nie poznało smaku „straconej godziny” spędzonej na bezwiednym scrollowaniu Pudelka…  

holandia

Holendrzy to wrogowie zasłon

To naprawdę się dzieje!

Nie trzeba długo kręcić się po Amsterdamie, żeby zauważyć w jak wielu domach nie ma zasłon. Idąc ulicą można zwyczajnie zaglądać ludziom do salonów, kuchni i sypialni. Dlaczego? Wiąże się to z ich życiową filozofią akceptacji i pełną wolnością jaką sobie nawzajem dają. Możesz wyglądać jak chcesz, pracować gdzie chcesz, dekorować dom jak Ci się podoba – nikt nie będzie Cię oceniał, zazdrościł czy źle życzył. Nikt tutaj nie zajrzy Ci do kuchni, żeby potem naopowiadać wszystkim sąsiadom o tym co i z kim gotowałeś na kolację. Nikt nie będzie zerkał ukradkiem jak się przebierasz w sypialni, żeby plotkować o tym, że Ci się przytyło. Not my business.

Na początku wydawało mi się to aż niesympatyczne – w końcu trochę zainteresowania nie zaszkodzi! Ale to jest motywujące – nie możesz mieć fatalnego bałaganu, jeśli żyjesz „na widoku”. Stanowcza większość mieszkań i domów jest przepiękna – uporządkowana i aż zachęca, żeby zapukać przez szybę i wprosić się na obiad. Dobra motywacja do utrzymywania ładu, prawda? Ale oni nie potrzebują zewnętrznego motywatora, bo

holendrzy

Holendrzy to miłośnicy piękna

Myślę, że większość z Was się ze mną zgodzi – o wiele przyjemniej funkcjonuje się w czystej przestrzeni – takiej, która nie jest zawalona gratami, pokryta warstwą kurzu, ciemna i zniechęcająca. Holendrzy bardzo dbają o to, żeby było schludnie i sympatycznie. “Wszystko tu jest takie piękne” – to zdanie przylepiło się do mnie w pierwszych tygodniach po przyjeździe. Oczywiście, samo miasto, uliczki, kamienice tworzą ten totalnie niepowtarzalny klimat. Ale za murami i szybami nie jest wcale gorzej. Pięknie urządzone, uporządkowane mieszkania to norma. Sama mieszkam na obrzeżach i moi sąsiedzi, nie ważne czy to studenci czy emeryci, też mają w domach i ogródkach całkiem przyzwoity porządek i mnóstwo designerskich dodatków. 

holandia

 

 

Holendrzy to fani zarządzania czasem

W Holandii podejście do czasu i pracy jest nieco inne niż w Polsce. Pamiętam swoje niedowierzanie zaraz po przyjeździe, kiedy zaczęłam pracować, ale bardzo chciałam zwiedzać i eksplorować miasto. Szybko przekonałam się, że większość fajnych miejsc takich jak małe galerie, knajpki, kawiarnie i sklepy zamyka się już między 17-18 – wszyscy wracają do domu! Jak ja mam zrobić zakupy? Kiedy ja pójdę do tego super lokalu? 

Szacunek, zarówno do czasu spędzanego w pracy jak i po pracy, jest mocno zakorzeniony w holenderskich głowach. Godziny pracy nie są od tego, żeby zbijać bąki – to czas maksymalnej efektywności i pracy na pełnych obrotach. Wieczór natomiast nie jest od tego, żeby siedzieć za biurkiem – to czas na spacer z psem, bieganie, kino, relaks, wino ze znajomymi. Moje biuro, tak jak wiele innych, zamyka się na amen o 18:00 i ani minuty później. Czasem aż trudno mi uwierzyć, kiedy współpracownicy opowiadają o tym, co robili wczoraj po pracy! “Byłam na plaży z dziećmi”, “Byłem z psem na tresurze, potem w kinie, a wieczorem zaprosiłem sąsiadów na kolację” i mój osobisty faworyt “Pojechałem do Belgii!”. Porządne rozgraniczenie czasu pracy i czasu wolnego pozwala im dobrze organizować się i w jednym i w drugim. 

Holendrzy to zakręceni rowerowi myśliciele

Tak, dokładnie tak, to jeden z czynników, który wypływa pozytywnie na ich produktywność. Wielu znajomych zapytanych o to, kiedy i jak planują swój dzień, odpowiedziało, że robią to podczas porannej jazdy rowerem do pracy czy szkoły! Coś pięknego! O ile jazda przez ścisłe centrum wymaga wysokiej koncentracji (i co najmniej jednej dodatkowej pary oczu – pisałam o tym co nie co na moim blogu – http://www.daysandplaces.pl/amsterdam-miasto-rowerow-wstep/), to szusując przez park faktycznie można pomyśleć o czymś innym niż dwa kółka i swoje bezpieczeństwo. 

Takie luźne rozmyślanie albo bardzo konkretne planowanie doskonale się sprawdzają – dla mnie było to o wiele bardziej skutecznej niż ukochany wcześniej zestaw „kartka, ołówek i lista”. Nie dość, że mózg jest dotleniony, to jeszcze ciało zaprzęgnięte do odrobiny sportu – idealne połączenie. Porządnie przemyślany dzień, ułożenie hierarchii zadań i zaplanowanie działań sprawia, że mało tu zamętu i nerwów – każdy wie co ma do zrobienia i może działać!

rowery holandia

Dla mnie doświadczenie mieszkania w Amsterdamie to totalny miks luzu i tolerancji z bardzo uporządkowanym i doskonale zorganizowanym życiem. Nie tylko w pracy, ale też w mieście, na co dzień, socjalnie – Holandia to bardzo ułożony kraj. Mieszkanie tutaj jest prawdziwą przyjemnością!

  • Z kalendarzami – sama prawda! Sama już będąc nastolatką zaczęłam wszystko notować w planerze i każdy się w Polsce pukał po czole haha! A tu, w Holandii, w końcu każdy rozumie, gdy powiem “musze sprawdzić w kalendarzu”, gdy pyta o spotkanie za 2 tygodnie 😀

  • Piękny wpis, można się rozmarzyć…:)

  • Marzę, żeby kiedyś pojechać do Holandii… 🙂

  • Po twoim wpisie, zamarzyłam od razu spakować się i opuścić Alzację na rzecz Holandii. Od wielu lat Amsterdam jest na mojej liście miast do odwiedzenia. Opisałaś Holandię tak przyjemnie i gładko, że zapragnęłam kupić rower! 🙂 Lubię wolność. Ciekawe na ile jest ona pozorna, tzn. po pewnym czasie wychodzi, że jednak ludzie to tylko ludzie, a na ile to naprawdę część ich kultury, świadomości.

    • … i tu Cię zaskoczę! Od lat odwiedzałam Holandię regularnie, aż we wrześniu się tu przeprowadziłam. Myślałam, że moje zauroczenie przejdzie, ale nie! Ludzie dalej są uprzejmi i uśmiechnięci. Nigdy nie spotkałam się z gburstwem czy brakiem szacunku. Są różnice w kulturze, oczywiście, ale gdy jadę do innego kraju, to od razu zaczynam tęsknić za Holandią. Amsterdam zaś jest pełny nieholendrów, zatem warto udać się również w inne miejsca, np. Utrecht, Haga, Gouda.